W wolnej elekcji każdy uprawniony szlachcic mógł osobiście głosować na króla
System elekcji `viritim` zakładał, że uprawnienie do wyboru monarchy nie należało do małego kolegium elektorów. W teorii każdy szlachcic Rzeczypospolitej mógł przyjechać na pole elekcyjne pod Warszawą i uczestniczyć w wyborze. Nie oznaczało to jednak współczesnych wyborów powszechnych: prawa polityczne dotyczyły tylko stanu szlacheckiego, a koszty podróży i pobytu ograniczały rzeczywisty udział. Mimo to był to niezwykle szeroki mechanizm bezpośredniego wyboru głowy państwa jak na Europę nowożytną.
Virítim oznaczało osobisty udział
Po wygaśnięciu dynastii Jagiellonów ustalono, że nowego monarchę wybierać będzie szlachta bezpośrednio. Nie tworzono stałego kolegium kilkunastu czy kilkudziesięciu elektorów, jak w Rzeszy. Szlachcic posiadający prawa polityczne mógł osobiście przyjechać na sejm elekcyjny. Zasada ta stała się jednym z najważniejszych elementów „złotej wolności” i była potem chroniona w artykułach henrykowskich.
Elekcja była wielkim zgromadzeniem, nie zwykłym głosowaniem
Na pole pod Warszawą przybywali wyborcy z różnych województw, otoczeni służbą i często prywatnymi oddziałami. Rozbijano obozy według prowincji i ziem. Przed samym wyborem odbywały się negocjacje, prezentowano kandydatury i warunki, jakie przyszły monarcha miał zaakceptować. Elekcja była więc jednocześnie parlamentem, wielkim zjazdem politycznym i głosowaniem.
Nie głosowano według prostego systemu kartek
Procedury zmieniały się w czasie, a dążenie do jednomyślnego lub możliwie szerokiego uznania kandydata było ważniejsze niż dzisiejsze dokładne liczenie każdego głosu. Województwa deklarowały swoje stanowiska, a marszałkowie i senatorowie próbowali ustalić, czy istnieje wystarczający konsensus. W razie ostrego podziału mogły powstać konkurencyjne elekcje, co prowadziło do kryzysów sukcesyjnych.
Prawo było szerokie tylko wewnątrz jednego stanu
Określenie „wolna elekcja” nie powinno sugerować demokracji powszechnej. Chłopi i zdecydowana większość mieszczan nie uczestniczyli w wyborze monarchy. Uprawniona była szlachta, która stanowiła mniejszość społeczeństwa, choć w Rzeczypospolitej była liczniejsza niż arystokratyczne elity wielu państw europejskich. System był więc szeroki w ramach stanu politycznego, ale wykluczający wobec większości mieszkańców.
Koszt podróży filtrował rzeczywisty udział
Formalne prawo nie znosiło geografii. Dla szlachcica z Mazowsza dojazd pod Warszawę był łatwiejszy i tańszy niż dla mieszkańca odległej części Litwy czy Rusi. Trzeba było utrzymać siebie, konie i służbę przez wiele dni lub tygodni. W praktyce szczególnie licznie uczestniczyli ludzie aktywni politycznie oraz zamożniejsi, zdolni sfinansować podróż. Zasada była powszechna w obrębie szlachty, ale frekwencja nie była równa.
Elekcja wzmacniała pozycję szlachty wobec króla
Monarcha obejmował tron dzięki decyzji obywateli szlacheckich, a nie wyłącznie dzięki urodzeniu. Musiał zaakceptować artykuły henrykowskie i pacta conventa. To tworzyło specyficzną relację: król był głową państwa, ale jego legitymizacja zależała od aktu wyboru i zaprzysiężenia warunków. Wolna elekcja była więc nie tylko metodą sukcesji, lecz podstawą całego modelu monarchii kontraktowej.
Ogromna skala wyboru tworzyła problemy logistyczne nieznane małym kolegiom elektorskim
Na pole trzeba było dostarczyć żywność, paszę, drewno i wodę dla tysięcy ludzi oraz koni. Województwa lokowały się w wyznaczonych sektorach, a porządek próbowały utrzymywać służby marszałkowskie i lokalne chorągwie. Zgromadzenie tak dużej liczby uzbrojonej szlachty w jednym miejscu zwiększało ryzyko bójek i demonstracji siły. Jednocześnie sama przestrzeń wpływała na politykę: trzeba było przekazywać informacje między obozami, ustalać stanowiska prowincji i rozpoznawać, jak duże poparcie ma kandydat. Nie istniały listy wyborców ani system tajnego głosowania, który można byłoby łatwo przeliczyć. Elekcja działała bardziej jak gigantyczne zgromadzenie deliberacyjne, w którym liczyła się publiczna deklaracja poparcia i zdolność wytworzenia uznanego konsensusu. Ta logistyka pokazuje, dlaczego formalne prawo każdego szlachcica do głosu nie wystarczało samo w sobie do stworzenia równego udziału. Im większa odległość od Warszawy i im mniejszy majątek, tym wyższy był koszt skorzystania z prawa. Wolna elekcja była więc jednocześnie radykalnie szerokim przywilejem stanowym i systemem, którego praktyka zależała od geografii oraz zasobów uczestników. Liczebność zgromadzenia zmieniała się z elekcji na elekcję i nie ma jednej pewnej liczby opisującej cały system. Źródła oraz późniejsze szacunki bywają rozbieżne, między innymi dlatego, że na polu oprócz formalnych elektorów znajdowali się słudzy, żołnierze, kupcy i obserwatorzy. Dlatego bardziej wiarygodne od efektownych liczb jest stwierdzenie, że była to masowa, stanowa forma bezpośredniego udziału, której praktyczna dostępność pozostawała nierówna. To ważne.