Windows zyskał barierę, której rywal nie mógł łatwo skopiować: tysiące programów napisanych właśnie dla Windows
W rywalizacji Windows z OS/2 liczyła się nie tylko jakość systemu operacyjnego. Amerykański sąd w sprawie antymonopolowej Microsoftu opisał tzw. „applications barrier to entry”: użytkownicy chcieli systemu z dużym wyborem programów, a twórcy programów chcieli pisać przede wszystkim dla systemu z dużą liczbą użytkowników. IBM wydał dziesiątki milionów dolarów na pozyskiwanie deweloperów dla OS/2 Warp i próbował odtwarzać część interfejsów Windows, ale nie zdołał zdobyć porównywalnego wsparcia. Przewagą Windows nie był więc pojedynczy produkt — była nią ogromna, samowzmacniająca się sieć użytkowników i aplikacji.
Problem kury i jajka
System operacyjny jest platformą. Im więcej użytecznych aplikacji na nim działa, tym większą ma wartość dla użytkownika. Im więcej ma użytkowników, tym większy rynek widzi producent oprogramowania. To klasyczny pośredni efekt sieciowy: dwie grupy wzajemnie zwiększają atrakcyjność produktu dla siebie. Dla nowego konkurenta oznacza to szczególnie trudny start, bo musi jednocześnie zdobywać klientów i przekonywać twórców programów.
OS/2 miał pieniądze i technologię, ale brakowało mu skali ekosystemu
Ustalenia sądu w sprawie USA przeciw Microsoftowi są wyjątkowo cennym źródłem, bo analizują problem wprost. Według nich IBM wprowadził konsumencki OS/2 Warp pod koniec 1994 roku i przeznaczył dziesiątki milionów dolarów na zachęcanie niezależnych producentów oprogramowania. Próbował też odtworzyć część interfejsów programistycznych Windows. Mimo tego nie uzyskał ani znaczącego udziału, ani porównywalnego wsparcia deweloperów. W 1996 roku IBM przestał próbować skłaniać szeroki rynek twórców do pisania pod OS/2.
Dlaczego kompatybilność z istniejącym światem ma wartość ekonomiczną
Dla użytkownika zmiana systemu operacyjnego nie jest tylko zakupem nowego programu. Może oznaczać utratę dostępu do aplikacji, plików, sterowników, procedur firmowych i wiedzy pracowników. Dla wydawcy napisanie wersji na kolejną platformę również kosztuje. Gdy istniejący standard jest wystarczająco duży, te indywidualne koszty tworzą wspólną barierę dla konkurenta. Produkt staje się silny częściowo dlatego, że wokół niego powstały inwestycje wykonane przez tysiące innych podmiotów.
Przewaga, której nie da się kupić jednym czekiem
Konkurent może skopiować funkcję, obniżyć cenę lub wydać lepszą wersję własnego produktu. Znacznie trudniej w krótkim czasie skopiować miliony decyzji podjętych wcześniej przez użytkowników i deweloperów. Dlatego platformy mogą być bardziej odporne na konkurencję niż zwykłe produkty. Historia OS/2 pokazuje, że firma tak zasobna jak IBM mogła dysponować technologią i budżetem, a mimo to mierzyć się z barierą wynikającą z cudzych aplikacji.
Efekt sieciowy może zamknąć rynek bez technicznego zakazu
Najciekawsze w barierze aplikacji jest to, że nikt nie musi formalnie zabraniać użytkownikowi instalacji konkurencyjnego systemu. Wystarczy, że na alternatywie brakuje kilku programów potrzebnych do pracy, a dla większości klientów ryzyko zmiany staje się zbyt wysokie. Z perspektywy producenta aplikacji decyzja jest równie racjonalna: jeśli zdecydowana większość klientów używa Windows, to właśnie wersja dla Windows przynosi najwyższy zwrot z pracy programistów. Każda ze stron podejmuje rozsądną decyzję indywidualnie, ale zbiorowo decyzje utrwalają przewagę lidera. To jedna z najważniejszych cech efektów sieciowych: bariera nie musi istnieć w fabryce ani patencie; może powstać z zachowania całego rynku.
Największa bariera wejścia może należeć do firm trzecich
Microsoft nie napisał większości programów, które wzmacniały Windows. Zrobili to niezależni deweloperzy, przedsiębiorstwa i dostawcy narzędzi. To niezwykle ważny rodzaj przewagi: zasób chroniący platformę jest rozproszony i finansowany przez innych uczestników rynku. Konkurent nie może go kupić od lidera ani szybko skopiować w jednym projekcie. Musi skoordynować tysiące niezależnych decyzji. Dlatego w biznesach platformowych warto patrzeć nie tylko na aktywa znajdujące się w bilansie firmy, ale również na inwestycje komplementarne wykonane przez jej użytkowników i partnerów.