„Bite and hold” zastąpiło marzenie o jednym wielkim przełamaniu serią małych, przygotowanych ataków
Po latach prób przełamania zachodniego frontu Brytyjczycy rozwijali taktyki ograniczonego natarcia. Pod Menin Road we wrześniu 1917 r. wojska pod dowództwem Herberta Plumera stosowały podejście określane jako „bite and hold”: zdobyć stosunkowo niewielki fragment pozycji, zatrzymać się, umocnić i przygotować na kontratak zamiast pędzić daleko poza osłonę artylerii. National Army Museum opisuje ataki o ograniczonej głębokości około 1500 jardów, po których kolejne oddziały przejmowały następny etap. Sukces miał wynikać z powtarzalności i konsolidacji, nie z jednego dramatycznego pościgu.
Wielkie przełamanie miało problem z tempem
Gdy piechota zdobywała pierwszą linię i maszerowała dalej, oddalała się od własnej artylerii, telefonów, zaopatrzenia i przygotowanych dróg. Obrońca mógł natomiast ściągać rezerwy z głębi. Im większy sukces terytorialny w pierwszych godzinach, tym trudniej czasem było go utrzymać.
Bite and hold ograniczało cel z góry
Plumer wybierał fragment pozycji, który miał zostać mocno ostrzelany i zaatakowany. Żołnierze nie mieli po jego zdobyciu bez końca ścigać przeciwnika. Mieli zatrzymać się na zaplanowanej linii. To psychologicznie trudne: natarcie zyskujące teren musi świadomie przestać nacierać.
Zatrzymanie dawało czas na odwrócenie pola walki
Po zajęciu pozycji atakujący zaczynał kopać i organizować obronę. Artyleria mogła przygotować ogień przeciw przewidywanemu kontratakowi. Niemiecka doktryna zakładała odzyskiwanie utraconego terenu, więc zamiast szukać przeciwnika dalej, można było zmusić jego rezerwy do wejścia pod przygotowany ogień.
Kolejne fale miały osobne zadania
NAM opisuje system, w którym następne oddziały przechodziły przez wcześniejszych zdobywców i brały kolejny cel, podczas gdy poprzednie konsolidowały. Zmniejszało to problem zmęczenia jednej formacji, która próbuje wykonać cały atak od początku do końca.
Taktyka nie usuwała błota i artylerii
Bite and hold nie było magicznym rozwiązaniem zachodniego frontu. Sukces zależał od pogody, przygotowania, komunikacji i jakości obrony przeciwnika. Pod Passchendaele warunki terenowe nadal potrafiły zniweczyć plany. Ciekawostka dotyczy zmiany filozofii celu, nie końca wojny pozycyjnej.
Uczenie organizacji odbywało się przez zmianę ambicji
Armia z 1917 r. nie dysponowała cudowną bronią, która nagle rozwiązała wszystkie problemy. Zamiast tego lepiej synchronizowała artylerię, piechotę i konsolidację oraz ograniczała głębokość pojedynczego kroku. To przykład innowacji organizacyjnej: sukces może pochodzić z przyjęcia mniejszego celu, który da się niezawodnie powtarzać.
Podejście Plumera można rozumieć jako zarządzanie „zasięgiem wsparcia”. Artyleria, łączność i saperzy są najbardziej efektywni blisko przygotowanych pozycji. Jeśli piechota pędzi zbyt daleko, opuszcza parasol własnych systemów szybciej, niż infrastruktura może się przesunąć. Ograniczony cel pozwalał zatrzymać się tam, gdzie wsparcie nadal było przewidywalne.
Bite and hold odwracało też dynamikę kontrataku. Niemcy chcieli szybko odzyskiwać teren, zanim atakujący się umocni. Jeśli jednak Brytyjczycy z góry planowali właśnie ten moment, kontratak przestawał być niespodziewaną reakcją przeciwnika i stawał się przewidywanym etapem własnego planu. To ważna lekcja: można projektować operację nie tylko pod własny ruch, ale pod najbardziej prawdopodobną odpowiedź drugiej strony.
Podejście ograniczonego celu poprawiało też możliwość planowania zaopatrzenia. Jeśli wiadomo, gdzie piechota ma się zatrzymać, można wcześniej przygotować trasy amunicji, punkty medyczne i miejsca dla artylerii. Głębokie, nieograniczone przełamanie tworzy znacznie więcej zmiennych. Bite and hold zmniejszało ambicję pojedynczego kroku po to, by zwiększyć jego powtarzalność.
Powtarzalność miała wartość również dla uczenia się. Jeśli kolejne ataki mają podobną skalę i dobrze określone cele, sztab może porównywać rezultaty i modyfikować artylerię, tempo oraz głębokość natarcia. Bardzo duże jednorazowe przełamanie jest trudniejsze do analizowania, bo zmienia zbyt wiele warunków naraz.
Ograniczony cel poprawiał również logistykę natarcia
Im dalej piechota wychodzi poza pozycje startowe, tym dłuższa staje się droga dla amunicji, stretcher bearerów, telefonów i posiłków. Krótszy skok oznacza, że zaplecze znajduje się bliżej i szybciej można przygotować nową linię obrony. Bite and hold redukowało więc nie tylko ryzyko taktyczne, ale też rozciąganie własnego systemu logistycznego. Każda mała zdobycz mogła zostać połączona z istniejącą siecią okopów i dróg, zanim rozpoczęto następny etap. To przeciwieństwo ofensywy, która zdobywa teren szybciej, niż potrafi go zasilić.