Po latach prób przełamania zachodniego frontu Brytyjczycy rozwijali taktyki ograniczonego natarcia. Pod Menin Road we wrześniu 1917 r. wojska pod dowództwem Herberta Plumera stosowały podejście określane jako „bite and hold”: zdobyć stosunkowo niewielki fragment pozycji, zatrzymać się, umocnić i przygotować na kontratak zamiast pędzić daleko poza osłonę artylerii. National Army Museum opisuje ataki o ograniczonej głębokości około 1500 jardów, po których kolejne oddziały przejmowały następny etap. Sukces miał wynikać z powtarzalności i konsolidacji, nie z jednego dramatycznego pościgu.
Armia lądująca na plaży może zdobyć kilka kilometrów terenu, ale bez stałego napływu paliwa, amunicji i żywności szybko przestaje być armią ofensywną. Alianci wiedzieli, że duży port jest potrzebny, ale porty francuskie były silnie bronione i mogły zostać zniszczone. Rozwiązaniem były sztuczne porty Mulberry: prefabrykowane elementy falochronów, betonowe kesony, pływające drogi i pomosty holowano przez kanał i montowano u wybrzeży Normandii. Zamiast najpierw zdobyć port, można było na pewien czas zbudować własny.
Wojna na Pacyfiku rozgrywała się na ogromnych odległościach. Najpotężniejszy lotniskowiec jest bezużyteczny, jeśli musi regularnie wracać do Pearl Harbor po paliwo, amunicję i naprawy. U.S. Navy rozbudowała więc potężną flotę pomocniczą: tankowce, okręty amunicyjne, warsztatowe, tendry, holowniki, pływające doki i statki zaopatrzeniowe. Powojenna historia „Beans, Bullets, and Black Oil” opisuje, jak pływające zaplecze pozwalało flocie operować coraz dalej na zachód. Strategiczny zasięg okrętu wojennego nie był więc tylko liczbą mil na jednym zbiorniku — zależał od całego mobilnego ekosystemu wsparcia.
Piechota z muszkietami dawała siłę ognia, ale podczas ładowania była podatna na atak kawalerii. Dlatego przez dużą część XVII wieku muszkieterzy walczyli obok pikinierów, których długa broń tworzyła ochronę w zwarciu. Bagnet stopniowo zmienił tę strukturę. Najpierw bagnety wkładane bezpośrednio do lufy zamieniały muszkiet w pikę, lecz uniemożliwiały strzelanie. Bagnet tulejowy, zakładany wokół lufy, pozwalał strzelać z zamocowanym ostrzem. Jeden piechur mógł więc pełnić obie role, a oddzielni pikinierzy zaczęli znikać z formacji.
Yorktown w 1781 r. kojarzy się z oblężeniem brytyjskiej armii przez wojska Waszyngtona i Rochambeau. Kluczowy warunek powstał jednak na morzu. Francuska flota de Grasse'a utrzymała kontrolę nad wejściem do Chesapeake po starciu z flotą brytyjską. U.S. Naval History and Heritage Command podkreśla, że Cornwallis nie mógł dzięki temu zostać skutecznie zaopatrzony ani ewakuowany drogą morską. Bitwa morska sama w sobie nie musiała zakończyć się spektakularnym zatopieniem floty przeciwnika, aby mieć strategiczny skutek: wystarczyło, że Brytyjczycy nie odzyskali kontroli nad szlakiem do oblężonej armii.
Kamuflaż kojarzy się z próbą ukrycia obiektu poprzez upodobnienie go do tła. W I wojnie światowej wielkie statki na otwartym morzu były zbyt duże, by realnie uczynić je niewidzialnymi z małej odległości. Dazzle camouflage poszło w inną stronę. Kontrastowe geometryczne wzory miały utrudnić obserwatorowi, zwłaszcza na okręcie podwodnym, ocenę kursu, prędkości i sylwetki celu. U.S. Naval History and Heritage Command zachowuje zarówno projekty, jak i list Normana Wilkinsona wyjaśniający, że celem nie była niewidzialność. To kamuflaż, który działał poprzez dezorientację, a nie znikanie.
Alianci przed lądowaniem w Normandii nie chcieli tylko ukryć dokładnej daty ataku. Chcieli wpłynąć na niemiecki model przyszłych wydarzeń. Operation Fortitude South budowała fikcyjny obraz głównej armii inwazyjnej w południowo-wschodniej Anglii, skierowanej na Pas-de-Calais. Używano fałszywego ruchu radiowego, atrap sprzętu i podwójnych agentów. Najciekawszy efekt pojawił się po 6 czerwca 1944 r.: część niemieckiego dowództwa przez tygodnie nadal uznawała Normandię za możliwy atak pomocniczy poprzedzający większe lądowanie w Calais.
Historia z 1795 r. jest często przedstawiana jako najbardziej absurdalne zwycięstwo kawalerii: francuscy huzarzy mieli galopować po lodzie i zdobyć holenderską flotę. Rzeczywistość była mniej filmowa, ale ciekawsza jako lekcja o powstawaniu legend. Okręty holenderskie były unieruchomione lodem w rejonie Den Helder. Francuskie oddziały dotarły do nich, lecz nie doszło do szarży kawalerii na pokłady ani klasycznej bitwy. Źródła holenderskie z XIX w. już krytykowały późniejszą, dramatyczną wersję jako wyolbrzymienie. Epizod był przejęciem floty w wyjątkowych warunkach politycznych i pogodowych, nie atakiem konnicy na uzbrojone żaglowce.
Husyci w XV wieku nie mogli opierać się wyłącznie na ciężkiej konnicy podobnej do tej, którą dysponowali ich przeciwnicy. Jednym z najbardziej charakterystycznych rozwiązań stał się Wagenburg — obóz z wozów ustawianych tak, by tworzyły osłoniętą pozycję dla piechoty, kuszników, strzelców i lekkiej artylerii. Wozy były środkiem transportu, ale po ustawieniu w odpowiedni sposób zmieniały się w element fortyfikacji. System pozwalał gorzej opancerzonej piechocie przetrwać natarcie kawalerii, ostrzelać przeciwnika i dopiero potem przejść do kontrataku.
Po okrążeniu 6. Armii pod Stalingradem Hitler zdecydował, że wojska pozostaną na miejscu i będą zaopatrywane drogą powietrzną. Problem polegał na skali. Armia potrzebowała setek ton żywności, paliwa i amunicji dziennie. Opracowania Luftwaffe podają około 500 ton jako pełne zapotrzebowanie i około 300 ton jako absolutne minimum. To wymagało codziennie ogromnej liczby sprawnych samolotów transportowych, lotnisk, dobrej pogody, paliwa, załóg i bezpiecznych tras. System nie miał odpowiedniego marginesu. Radzieckie ataki, mróz i utrata lotnisk pogarszały sytuację, ale podstawowy problem był wcześniejszy: obietnica przewyższała realną przepustowość transportu.
Desant na Gallipoli w 1915 r. jest często opowiadany przez pryzmat walk na plażach i wzgórzach. Tymczasem samo utrzymanie tysięcy ludzi na suchym, stromym przyczółku wymagało stałego dostarczania wody. Australian War Memorial podkreśla, że lokalne źródła w rejonie ANZAC nie wystarczały. Wodę dowożono statkami i barkami, pompowano do zbiorników, rozprowadzano rurami, wozami, mułami i ręcznie w puszkach oraz workach. Żołnierz na grzbiecie mógł znajdować się stosunkowo blisko morza, ale ostatnie kilkaset metrów pod górę było osobnym problemem logistycznym.
Kampania w Afryce Północnej była wojną na ogromnych, słabo zaludnionych przestrzeniach, gdzie armie nie mogły łatwo żywić się i tankować „po drodze”. Australian War Memorial podkreśla, że główne bazy zaopatrzenia dzieliło od frontu nawet około 1800 km drogą, a portów było niewiele. Każdy postęp jednej strony wydłużał jej trasę dowozową, jednocześnie skracając trasę przeciwnika. Dla wojsk Osi oznaczało to szczególnie kosztowny transport ze słabo położonych portów libijskich. Paradoks jest prosty: im dalej jedzie ciężarówka z benzyną, tym większą część ładunku spala sam system dostawy.
Muszkiet skałkowy wymagał po każdym strzale szeregu czynności ładowania. Jeśli cały batalion wystrzelił jednocześnie, przez pewien czas duża część linii była zajęta ponownym ładowaniem. Ogień plutonowy dzielił formację na mniejsze grupy, które strzelały kolejno. Gdy jedni oddawali salwę, inni już ładowali albo przygotowywali się do następnego strzału. W dobrze wyszkolonej jednostce dawało to bardziej ciągły rytm ognia. National Army Museum opisuje system używany przez wojska Marlborougha jako przewagę nad tradycyjnym strzelaniem całymi szeregami.
Podczas oblężenia Alezji w 52 r. p.n.e. armia Cezara nie tylko otoczyła Wercyngetoryksa linią fortyfikacji, ale po informacji o nadciągającej odsieczy wzniosła drugi pierścień umocnień skierowany na zewnątrz. Rzymianie znaleźli się więc pomiędzy oblężonymi Galami a wielką armią, która miała ich uwolnić. Caesar opisywał wewnętrzną linię o długości około 18 km oraz zewnętrzną około 21 km, uzupełnione rowami, palisadami, wieżami i ukrytymi przeszkodami. To jeden z najlepszych przykładów wojny, w której przewagę dawała nie szarża, lecz gigantyczna praca inżynieryjna.
Bitwa pod Azincourt w 1415 r. jest często opowiadana jako triumf długiego łuku nad francuskim rycerstwem. Łucznicy byli bardzo ważni, ale taki skrót pomija mechanizm pola walki. Francuzi musieli nacierać przez wąski, świeżo rozmokły teren pomiędzy lasami. Gęsta masa ciężko wyposażonych ludzi poruszała się wolno, ściskała się i traciła możliwość swobodnego używania broni. Angielskie strzały zwiększały chaos i zadawały straty, ale to połączenie ognia, terenu, błota, zwężenia frontu i tłoku sprawiło, że liczniejsza armia nie mogła wykorzystać pełnej przewagi.
Bitwa pod Hattin w 1187 r. pokazuje, że droga do pola walki może być równie ważna jak samo starcie. Armia Królestwa Jerozolimskiego opuściła okolice z dostępem do wody i ruszyła w upale w stronę Tyberiady. Saladin wykorzystał mobilność swoich sił, aby nękać marsz i utrudnić dotarcie do źródeł. Źródła chrześcijańskie same zachowały ostrzeżenie, że duża armia nie przetrwa w takim terenie bez obfitej wody. Gdy doszło do rozstrzygnięcia, pragnienie i zmęczenie nie były drobnymi niedogodnościami — wpływały na zdolność ludzi i koni do walki.
W 1944 r. japońska ofensywa na Imphal i Kohimę miała przeciąć alianckie linie komunikacyjne i zdobyć wielkie magazyny w północno-wschodnich Indiach. Plan zakładał szybkie zwycięstwo, zanim własna logistyka się załamie. Alianci tymczasem zastosowali coś, co wcześniej wydawało się ryzykowne: pozostawali w okrążonych pozycjach i zaopatrywali je z powietrza. National Army Museum podaje, że podczas walk RAF dostarczył niemal 19 tys. ton zaopatrzenia i ponad 12 tys. ludzi, a ewakuował około 13 tys. rannych. W efekcie odcięcie drogi lądowej nie oznaczało już automatycznie odcięcia armii.
W 216 r. p.n.e. pod Kannami rzymska piechota napierała na środek wojsk Hannibala i stopniowo spychała go do tyłu. Z punktu widzenia żołnierzy w pierwszych szeregach mogło to wyglądać jak postęp. W rzeczywistości wygięte początkowo do przodu centrum kartagińskie cofało się, podczas gdy silniejsze oddziały na bokach pozostawały zdolne do walki. Gdy rzymska masa weszła głęboko w powstałą przestrzeń, została zaatakowana z boków, a zwycięska kartagińska kawaleria uderzyła od tyłu. Rezultatem było niemal pełne okrążenie — klasyczny przykład, w którym lokalne „idziemy naprzód” nie oznacza strategicznego sukcesu.
W 1453 r. wejście do Złotego Rogu chronił wielki łańcuch, który utrudniał osmańskiej flocie wejście na wewnętrzny akwen Konstantynopola. Mehmed II nie ograniczył się do kolejnych prób przełamania bariery od strony wody. Zorganizował transport części okrętów drogą lądową za Galatą i ponowne spuszczenie ich do Złotego Rogu. Źródła podają różne liczby jednostek, ale sam manewr jest dobrze poświadczony. Jego wartość polegała nie tylko na pojawieniu się okrętów w nowym miejscu: obrońcy musieli rozciągnąć ograniczone siły również na mury od strony portu.
W klasycznej greckiej falandze naturalne wydaje się ustawienie piechoty w dość równomiernej linii. Pod Leuktrami w 371 r. p.n.e. Epaminondas świadomie zrobił coś przeciwnego. Najsilniejsze oddziały tebańskie skoncentrował na lewym skrzydle, formując kolumnę opisywaną jako około 50 szeregów głębokości, naprzeciw elitarnego prawego skrzydła Spartan i króla Kleombrotosa. Słabsze części własnej linii pozostawił płycej i bardziej z tyłu. Zamiast być równie silnym wszędzie, stworzył lokalną przewagę tam, gdzie jej efekt mógł być największy.
Rankiem 7 czerwca 1917 r. pod Messines eksplodowało 19 wielkich min umieszczonych pod niemieckimi pozycjami. Ich przygotowanie nie było jednak krótkim dodatkiem do ofensywy. Tunnellerzy przez miesiące drążyli głębokie chodniki, ukrywali pracę przed przeciwnikiem i prowadzili podziemną walkę z niemieckimi kontrminami. Australian War Memorial opisuje prace trwające latami w niektórych sektorach i 19 detonacji poprzedzających natarcie. Pole bitwy, które na powierzchni wyglądało na statyczne, miało cały ukryty poziom, gdzie ofensywa była przygotowywana długo przed pierwszym ruchem piechoty.
Midway w czerwcu 1942 r. jest jednym z najlepszych przykładów, jak zwiad, timing i przypadkowa zbieżność działań potrafią stworzyć efekt większy niż plan. Amerykańskie grupy lotnicze nie zaatakowały jako idealnie skoordynowana fala. Eskadry torpedowe dotarły wcześniej i poniosły katastrofalne straty, ale zmusiły japońskie myśliwce do walki nisko. Niedługo później bombowce nurkujące z Enterprise i Yorktown pojawiły się nad lotniskowcami i w kilka minut ciężko uszkodziły trzy z nich. Nowsze badania odrzucają jednak popularny obraz japońskich pokładów wypełnionych gotowymi do startu samolotami uderzeniowymi; duża część przygotowań odbywała się w hangarach.
W lipcu 1864 r. żołnierze Unii wykopali tunel pod konfederackimi pozycjami pod Petersburgiem, wypełnili go materiałem wybuchowym i zdetonowali. Eksplozja stworzyła ogromny krater i wyrwę w linii obrony. To brzmi jak idealny początek przełamania. Problem zaczął się po eksplozji. Część nacierających żołnierzy weszła do samego krateru zamiast ominąć go i szybko zdobyć teren za pozycją. Strome ściany i tłok zamieniły lej w pułapkę, a Konfederaci odzyskali zdolność do ostrzału. To modelowy przypadek, gdy imponujący sukces techniczny nie ma wartości bez sprawnego planu wykorzystania.
Petersburg w 1864 r. był kluczowym węzłem transportowym zaopatrującym Richmond i Armię Północnej Wirginii. Po nieudanych próbach szybkiego zdobycia miasta Grant przeszedł do długiej kampanii, w której linia frontu stopniowo rozciągała się na zachód i południe. Kolejne operacje uderzały w linie kolejowe, takie jak Weldon Railroad i South Side Railroad. U.S. National Park Service podkreśla, że transport kolejowy znajdował się w centrum dziewięciomiesięcznej kampanii. Oblężenie nie polegało więc wyłącznie na „staniu pod murami” — było stopniowym zaciskaniem pętli na systemie logistycznym.
Bitwa pod Salaminą w 480 r. p.n.e. pokazuje, że przewaga liczebna istnieje tylko wtedy, gdy można ją wykorzystać. Grecy przyjęli walkę w wąskich wodach pomiędzy Salaminą a Attyką, gdzie duża flota perska miała mniej miejsca do rozwinięcia szyku i manewru. Starożytne liczby okrętów są niepewne i nie należy ich traktować dosłownie, lecz źródła oraz współczesne analizy zgodnie wskazują znaczenie ciasnej przestrzeni. Zamiast ścigać przeciwnika na otwartym morzu, Grecy walczyli tam, gdzie większa liczba perskich jednostek nie mogła wejść do starcia jednocześnie.
25 października 1944 r. grupa Taffy 3 — sześć małych lotniskowców eskortowych, trzy niszczyciele i cztery niszczyciele eskortowe — została niespodziewanie dogoniona przez znacznie silniejszy japoński zespół z pancernikami, krążownikami i niszczycielami. Amerykańskie eskortowce nie mogły wygrać klasycznego pojedynku artyleryjskiego. Zamiast tego kładły zasłony dymne, wykonywały agresywne ataki torpedowe i zmuszały ciężkie okręty do uników, podczas gdy lotnictwo atakowało niemal wszystkim, co miało dostępne. Celem wielu akcji było przede wszystkim opóźnienie i dezorganizacja przeciwnika.
Oblężenie Sewastopola podczas wojny krymskiej ujawniło, jak bardzo nowoczesna artyleria zależy od transportu. Brytyjska baza znajdowała się w Bałakławie, a pozycje oblężnicze leżały na wyżej położonym płaskowyżu. Złe drogi, pogoda i ogromna masa amunicji sprawiały, że transport wozami był niewystarczający. Prywatni brytyjscy przedsiębiorcy zaproponowali budowę Grand Crimean Central Railway. W 1855 r. linia zaczęła przewozić zasoby w stronę frontu. Był to przykład, w którym infrastruktura cywilnej rewolucji przemysłowej została wciągnięta bezpośrednio do logistyki oblężenia.
Przed brytyjskim atakiem nad Sommą 1 lipca 1916 r. przez siedem dni trwało gigantyczne przygotowanie artyleryjskie. Plan zakładał zniszczenie drutu, stanowisk i obrońców. Sama liczba wystrzelonych pocisków była imponująca — około 1,5 miliona — ale liczba nie mówi, jaki efekt osiągnięto. National Army Museum wskazuje, że wiele pocisków było szrapnelowych, skutecznych przeciw ludziom na otwartej przestrzeni, lecz słabych przeciw głębokim schronom i części przeszkód. Część amunicji nie eksplodowała. Gdy piechota ruszyła, wiele niemieckich stanowisk nadal działało.
W klasycznej bitwie żaglowców obie floty mogły płynąć równoległymi liniami i wymieniać salwy burtowe. Nelson pod Trafalgarem w 1805 r. zdecydował się podejść dwiema kolumnami mniej więcej prostopadle do linii francusko-hiszpańskiej i przeciąć ją. Było to ryzykowne: czołowe brytyjskie okręty zbliżały się pod ostrzałem, zanim mogły w pełni wykorzystać własne burty. Zysk pojawiał się później — po przerwaniu linii Brytyjczycy mogli doprowadzić do walki na krótkim dystansie, odizolować część przeciwnika i wykorzystać przewagę wyszkolenia załóg.
Oblężenie niemieckiego Tsingtao w Chinach w 1914 r. jest mało znanym epizodem I wojny światowej, ale świetnie pokazuje, jak nowoczesne oblężenie łączyło artylerię, inżynierię, marynarkę i lotnictwo. Japoński dowódca Kamio Mitsuomi nie próbował szybko zdobyć umocnień serią kosztownych szturmów. National Army Museum opisuje stopniowe zbliżanie okopów, intensywne użycie ciężkich haubic i nocne działania. Kampania obejmowała również pionierskie użycie lotnictwa. To przykład, w którym cierpliwa metoda miała większą wartość niż próba natychmiastowego „bohaterskiego” przełamania.
Verdun w 1916 r. było nie tylko bitwą artylerii i piechoty, ale również problemem przepustowości transportu. Główna droga z Bar-le-Duc do Verdun, później nazwana Voie Sacrée, stała się kluczową arterią dowożącą ludzi i materiały. Francuskie źródła pamięci podają tysiące ciężarówek, setki pojazdów na godzinę i stałe utrzymanie nawierzchni. Pojazd, który psuł się i blokował ruch, mógł zostać zepchnięty z drogi. System działał dlatego, że zarządzano nim jak ciągłym strumieniem logistycznym, a nie zbiorem niezależnych podróży.
Twierdza mogła wyglądać na niemal niezdobytą od frontu, ale mur opierał się na gruncie. Średniowieczni saperzy kopali tunele pod fundamentami, podpierali przestrzeń drewnem, a następnie podpalali podpory, aby spowodować zapadnięcie gruntu i fragmentu fortyfikacji. Obrońcy odpowiadali kontrminami: drążyli własne chodniki, próbowali wykrywać kopaczy, przebijać się do ich tuneli, zadymiać je albo zawalać. W efekcie część oblężenia odbywała się w ciemności pod ziemią, gdzie przeciwników dzieliły czasem tylko metry skały lub gruntu.
Mongolski pozorowany odwrót bywa przedstawiany jak prosty trik: udawaj strach, a przeciwnik pobiegnie za tobą. W praktyce jest to jedna z trudniejszych operacji taktycznych. Żołnierze muszą wycofywać się wystarczająco wiarygodnie, by sprowokować pościg, ale nie mogą rzeczywiście utracić kontroli. Muszą zachować kontakt, kierunek, komunikację i zdolność do nagłego odwrócenia walki albo doprowadzenia przeciwnika pod większe siły. Mongołowie mogli wykorzystywać tę metodę dzięki mobilności kawalerii, dyscyplinie i doświadczeniu w dużych manewrach.
Operacja Bagration w czerwcu 1944 r. była olbrzymią ofensywą przeciw niemieckiej Grupie Armii Środek na Białorusi. Jej powodzenie opierało się nie tylko na przewadze liczebnej i ogniowej, lecz także na maskirovce — systematycznym maskowaniu, pozorowaniu i dezinformacji. Studium U.S. Army Center of Military History opisuje m.in. ukrywanie koncentracji, fikcyjne ugrupowania, ograniczanie ruchu i informacji oraz działania mające wzmacniać niemieckie przekonanie, że główne uderzenie nastąpi bardziej na południu. Deception nie miała sprawić, by przeciwnik „nic nie wiedział”; miała sprawić, by przesunął rezerwy w niewłaściwe miejsce.
Klęska Szwecji pod Połtawą w 1709 r. nie zaczęła się rano na polu bitwy. Kampania Karola XII już wcześniej została obciążona problemami logistycznymi. Armia generała Adama Ludwiga Lewenhaupta maszerowała z Rygi z dużym konwojem zapasów przeznaczonych dla głównych sił, ale została zaatakowana przez Rosjan pod Leśną w 1708 r. i utraciła znaczną część taboru. Karol XII musiał zmienić kierunek operacji na Ukrainę w poszukiwaniu zaopatrzenia. Potem przyszła wyjątkowo ciężka zima. Połtawa była więc finałem kampanii, w której możliwości armii zostały ograniczone długo przed starciem.
Rzymska armia była znana z marszów i bitew, ale jednym z jej najbardziej charakterystycznych narzędzi była codzienna praca fortyfikacyjna. Źródła opisują obóz otaczany rowem i wałem z palisadą, z wyznaczonym układem wejść, ulic i miejsc dla oddziałów. Oznaczało to, że po całym dniu marszu żołnierz nie tylko odpoczywał: część armii kopała, nosiła ziemię i stawiała zabezpieczenia. Rutynowy obóz zmniejszał ryzyko nocnego zaskoczenia, porządkował logistykę i pozwalał armii niemal codziennie tworzyć własną małą twierdzę.
Pod Bałakławą w 1854 r. Lord Raglan widział z wysokości, że Rosjanie próbują wywieźć zdobyte działa. Wydał kawalerii polecenie szybkiego natarcia i niedopuszczenia do ich zabrania. Problem polegał na tym, że dowódcy w dolinie nie mieli jego widoku i nie było dla nich oczywiste, o które działa chodzi. Pisemny rozkaz był krótki, a kapitan Nolan przekazał go do kawalerii. Lekka Brygada ruszyła wzdłuż doliny ku innej baterii, pod ostrzałem z frontu i boków. Katastrofa była więc nie tylko „głupią decyzją”, lecz awarią wspólnego obrazu pola walki.
Kampania rosyjska Napoleona kojarzy się z marszem żołnierzy i zimą, lecz ogromna część mobilności Wielkiej Armii zależała od koni. W czerwcu 1812 r. dziesiątki tysięcy zwierząt ciągnęły działa, wozy i sprzęt, a ponad sto tysięcy służyło jako konie wierzchowe. Konie musiały codziennie jeść wielkie ilości paszy, której nie dało się wozić w nieskończoność. Już podczas pierwszych tygodni kampanii zwierzęta cierpiały z powodu złej paszy, pogody, przeciążenia i chorób. Gdy znikały konie, armia traciła artylerię, transport i zdolność szybkiego manewru — nie tylko kawalerię.
Zwrot w bitwie o Atlantyk w 1943 r. bywa czasem przypisywany jednej technologii — radarowi, złamaniu Enigmy albo lotnictwu dalekiego zasięgu. U.S. Naval History and Heritage Command podkreśla jednak, że przewaga aliantów powstała ze zbiegu wielu elementów: większej liczby eskort, lotniskowców eskortowych, samolotów bardzo dalekiego zasięgu, radaru, HF/DF, lepszej taktyki przeciwpodwodnej, analiz operacyjnych i wywiadu. Co ważne, podczas „Czarnego Maja” 1943 r. wywiad przeciw U-Bootom nie był nawet w swoim najlepszym okresie. System wygrał dlatego, że wiele części jednocześnie zmniejszyło liczbę bezpiecznych miejsc i momentów dla okrętu podwodnego.
Katastrofa Warusa w 9 r. n.e. jest często opisywana jako wielka germańska zasadzka, ale najważniejszy mechanizm tkwi w tym, jak teren zmienił armię. Rzymskie legiony były najgroźniejsze jako uporządkowana formacja zdolna do wspólnego manewru. W lesistym i podmokłym terenie, podczas marszu z taborem i ludźmi towarzyszącymi, kolumna rozciągnęła się i miała mało miejsca do rozwinięcia. Antyczne źródła podkreślają lasy, mokradła i zasadzki. Przeciwnik nie musiał pokonać pełnej armii w równym starciu — atakował jej fragmenty, zanim te mogły stworzyć idealne warunki dla rzymskiego sposobu walki.