Pod Sommą 1,5 miliona pocisków nie gwarantowało zniszczenia niemieckiej obrony
Przed brytyjskim atakiem nad Sommą 1 lipca 1916 r. przez siedem dni trwało gigantyczne przygotowanie artyleryjskie. Plan zakładał zniszczenie drutu, stanowisk i obrońców. Sama liczba wystrzelonych pocisków była imponująca — około 1,5 miliona — ale liczba nie mówi, jaki efekt osiągnięto. National Army Museum wskazuje, że wiele pocisków było szrapnelowych, skutecznych przeciw ludziom na otwartej przestrzeni, lecz słabych przeciw głębokim schronom i części przeszkód. Część amunicji nie eksplodowała. Gdy piechota ruszyła, wiele niemieckich stanowisk nadal działało.
Plan opierał się na założeniu, że artyleria wykona większość pracy
Dowódcy zakładali, że tygodniowy ostrzał potnie drut, zniszczy pozycje i obezwładni obrońców. Jeśli to założenie byłoby prawdziwe, piechota miałaby przede wszystkim zająć zrujnowany teren. Problem polegał na tym, że jakość efektu była trudniejsza do zmierzenia niż ilość wystrzelonej amunicji.
Nie każdy pocisk nadaje się do każdego celu
Duża część brytyjskiej amunicji była szrapnelowa. Taki pocisk rozrzucał metalowe kule i mógł być zabójczy przeciw ludziom w otwartym terenie. Głęboki schron wymaga jednak innego efektu: eksplozji zdolnej uszkodzić ziemię, beton i konstrukcję. Ten sam milion pocisków może mieć zupełnie różną wartość zależnie od typu celu.
Niewybuchy zmniejszały realną siłę ostrzału
NAM przytacza szacunki, według których znaczna część amunicji nie eksplodowała. Produkcja wojenna gwałtownie rosła, a jakość nie zawsze była idealna. Pocisk, który trafia w pobliże celu, ale nie detonuje, nadal zużywa miejsce w pociągu, magazynie i dziale, lecz nie wykonuje zaplanowanej pracy.
Głębokie schrony pozwalały przetrwać ludziom
Niemieckie pozycje obejmowały solidne ziemianki i schrony. Obrońcy mogli przeczekać znaczną część ostrzału poniżej powierzchni, a po przesunięciu ognia wrócić do karabinów maszynowych. Z perspektywy atakującego teren wyglądał na zdewastowany, ale część systemu bojowego przeciwnika pozostała funkcjonalna.
Drut nadal istniał w części sektorów
Jeżeli przeszkoda nie została przecięta, piechota musiała zatrzymywać się przed nią lub szukać przejść. Ludzie gromadzący się w wąskich lukach stają się łatwym celem. Artyleria miała stworzyć bezpieczne kanały natarcia; tam, gdzie tego nie zrobiła, plan marszu piechoty tracił podstawowe założenie.
Somma to lekcja o mierzeniu outputu zamiast outcome
Można policzyć działa, tony amunicji i liczbę eksplozji. Trudniejsze pytanie brzmi: ile stanowisk przeciwnika faktycznie straciło zdolność walki? Bitwa pokazuje różnicę pomiędzy aktywnością a efektem. Ogromny wysiłek materiałowy może wyglądać jak pewność sukcesu, jeśli nie ma dobrego sposobu sprawdzenia, co naprawdę pozostało po drugiej stronie.
Przygotowanie artyleryjskie miało też problem obserwacyjny. Gdy przez dni ostrzeliwuje się teren, dym, kurz i zniszczenia utrudniają ocenę, co naprawdę przetrwało. Lotnictwo rozpoznawcze i obserwatorzy mogli dostarczać informacji, ale nie dawało to pełnego obrazu głębokich schronów. Atakujący musiał więc rozpocząć natarcie z niepewnością co do stanu obrony.
Somma pokazuje też koszt jakości amunicji w masowej wojnie. Produkcja milionów pocisków wymaga gigantycznego przemysłu, kontroli jakości i surowców. Gdy państwo zwiększa produkcję bardzo szybko, każdy procent niewybuchów oznacza dziesiątki tysięcy pocisków, które wykorzystały stal, transport kolejowy i miejsce w magazynach bez pełnego efektu bojowego. Skala wzmacnia zarówno sukcesy, jak i wady systemu.
To dlatego współczesne armie tak mocno rozwinęły battle damage assessment. Sam fakt wykonania nalotu lub ostrzału nie wystarcza; potrzebna jest informacja, czy cel utracił zdolność działania. Somma jest historycznym przykładem kosztu sytuacji, w której plan kolejnej fazy opiera się bardziej na oczekiwanym niż potwierdzonym rezultacie poprzedniej.
Ogień przygotowawczy jest więc inwestycją opartą na przewidywaniu. Jeśli założony efekt okaże się o połowę mniejszy, plan piechoty może stać się niebezpiecznie optymistyczny. Somma pokazuje, że rozpoznanie skutków własnego działania jest osobnym problemem równie ważnym jak samo dostarczenie siły ognia.
Skutki ostrzału były trudne do obserwacji
Jednym z problemów artylerii było nie tylko trafienie, ale też ocena, co zostało rzeczywiście zniszczone. Dym, kurz, odległość i ograniczone rozpoznanie utrudniały sprawdzenie stanu niemieckich schronów. Atakujący musiał więc podejmować decyzję na podstawie niepełnych danych. To wzmacniało pokusę traktowania liczby wystrzelonych pocisków jako zastępczego miernika skuteczności. Somma przypomina, że jeśli rezultat jest trudny do zmierzenia, organizacja łatwo zaczyna optymalizować to, co łatwo policzyć — nawet jeśli nie jest to najważniejsza własność.